Dlaczego warto pojechać samemu nad morze w pochmurny dzień (nawet, jeśli zmarzniesz*)?

* – ale tylko trochę

Muszę się pochwalić, jakie mam szczęście – z rodzinnego domu mam nad morze mniej więcej godzinę jazdy. No dobrze, bardziej Zatokę, niż morze, ale uznaję, że jeśli brzegu nie widać, to się liczy. Jadąc więc na weekend do domu (a nie robię tego jakoś szczególnie często, bo to jednak kawał drogi) zaplanowałam sobie część soboty nad morzem właśnie. I nawet rozważałam wybranie się tam z kimś z rodziny albo znajomych, ale tak się złożyło, że wszyscy ewentualni kandydaci zdążyli ewakuować się z miasta. Jako klasycznego introwertyka tak naprawdę nie do końca mnie to zmartwiło – nadarza się oto okazja do samotnej wycieczki w przyrodę.

Nie byłaby ona taka znowu samotna – w końcu sezon w pełni, rodziny z dziećmi intensywnie uprawiają plażing nadbałtycki, ale warunki najwyraźniej zniechęciły większość zainteresowanych i snuli się bardziej po deptakach, kiermaszach i smażalniach. W tym urok pochmurnego dnia – niby środek lata, ale niebo zasnute chmurami, temperatura mocno umiarkowana, wiatr może głowy nie urywa, ale włosy malowniczo rozrzuca. Jeśli jednak głównym celem nie jest zmiana koloru skóry na mosiądz (co w moim przypadku i tak jest nieosiągalne, zdążyłam się już z tym pogodzić), walory nadmorskie zostają zachowane i można się nimi nasycać do woli bez obowiązkowego towarzystwa. Zawsze wtedy przypomina mi się cytat z książeczki „W Dolinie Muminków” – btw, książkowy cykl Muminków jest naprawdę fantastyczny. Niezależnie od Twojego wieku. Serdecznie polecam: W tym samym czasie Włóczykij wędrował daleko od tego miejsca. Wędrował samotnie tylko w towarzystwie fal. Szedł brzegiem morza, a gdy fale lizały mu buty, uskakiwał na bok ze śmiechem.

I pewnie, fajnie jest pojechać z ludźmi. Ale dlaczego tak fajnie czasem pojechać bez nich?

1. Dla zdrowia. Nie bez powodu uzdrowiska lokalizuje się w bezpośredniej bliskości morza. Część nadmorskich miejscowości ‚skazuje’ Cię na dotarcie na plażę przez bór bażynowy, przez fitosocjologów dźwięcznie nazwany Empetro Nigri – Pinetum. Wygięte wiatrem sosny, pod nimi dywan z jagód, mchu i opadłych gałęzi, piaszczyste ścieżki pełne wbijających się w stopy szyszek i igieł, na obrzeżach właśnie owocujący bez koralowy, kwitnący pszeniec i brzozy. Bór poza niewątpliwymi walorami wizualnymi (pełne światła przestrzenie pod wysokimi koronami sosen) ma udowodniony pozytywny wpływ na zdrowie, głównie dróg oddechowych, dzięki wysokiemu stężeniu korzystnych fitoncydów i olejków eterycznych. Spacerując parę kilometrów takim lasem nie tylko się dotlenisz, ale wchłoniesz solidną dawkę substancji działających m.in. bakteriobójczo, przeciwwirusowo, udrożniająco, immunostymulująco…
A kto nie słyszał o pozytywnym działaniu nadmorskiego jodu, czystego powietrza i aerozolu morskiego? O zwiększaniu pojemności płuc, podnoszeniu odporności, oczyszczaniu dróg oddechowych, poprawianiu krążenia, zbawiennym wpływie przy chorobach tarczycy? No właśnie. Idąc samemu idziesz w swoim tempie, możesz sobie stawać i oddychać, ile Ci się podoba, podbiegać ile Ci się podoba, wchłaniać, ile zmieścisz : )

1
Brak słońca brakiem słońca, ale morze zawsze jest super i ogromne.

2. Dla uważności. Nie rozpraszasz się. Łatwiej koncentrujesz na wrażeniach słanych przez las i morze. Różnicach w śpiewie ptaków i dźwiękach owadów, szumu drzew, traw i wody. Słonym zapachu morza, zapachu rozgrzanych przecinek i wilgotnego lasu. Odcieniach fal, sfumato, przejściach koloru nieba i morza. Teksturze piasku. Możesz do woli stać/siedzieć i patrzeć, słuchając szumu, który jest obok regularnego ulewnego deszczu i trzaskającego ognia jest najbardziej kojącym dźwiękiem świata.
(A kiedy już nie masz możliwości słuchać w realu, zawsze możesz skorzystać z generatorów takich jak Noisli, dających możliwość złożenia swoich ulubionych dźwięków w jeden ‚utwór’ i odsłuchania, kiedy tylko najdzie Cię potrzeba i ochota. Takie placebo ; ) ).

2
Szumy, wszędzie szumy, różne szumy

3.Dla spokoju. Idąc brzegiem poza ogromem przestrzeni masz dużo czasu, żeby przemyśleć sprawy, którymi powinieneś się zająć. Masz też dużo czasu… żeby tego nie robić. Skupić się na trwającej chwili. Cytując Laozi, twórcę taoizmu – Niewiele rzeczy na świecie jest tak pouczających jak cisza i tak pożywnych dla ducha jak owoce niedziałania.
W formie medytacji albo samego uspokojenia myśli, ćwiczenia oddechu (jeszcze ten morski aerozol!), ułatwionego synchronizacją z regularnością fal, pranayama, ocean breath. Przy masie stresów – które w dużej mierze tak naprawdę sama sobie tworzę – to było mega potrzebne, mega przyjemne, mega relaksujące. Siedziałam tak chyba godzinę (aż zmarzłam ; ) ).

ul
Samowyzwalacz nie umie robić prostego horyzontu : )

4. Dla stóp. Tak, wiem, jak to brzmi. Daleka jestem jednak od tego, by Cię przekonywać, że to energia, uziemienie, masaż narządów wewnętrznych. Tyle, że po prostu chodzenie boso jest dodatkowym pogłębieniem uważności. Nawet jeżeli nie przemawia do Ciebie jako powrót do formy dziecka i symboliczne odcięcie więzów kulturowych, to i tak przyjemnie zwiększa kontakt z rzeczywistością, odczuwanie różnic w konsystencji i teksturze piasku – suchego i sypkiego, wilgotnego i zbitego, podsiąkającego bezpośrednio na brzegu, wymywanego spod stóp. Nie myślimy o nich zbyt wiele na codzień, dajmy im trochę wolności ; ).

3
Siedzenie i słuchanie

A jeśli za daleko? To tylko jedna z możliwości. Ucieknij na chwilę od rzeczywistości gdzieś bliżej. Do lasu, w góry. Przecież wiesz, że przewarto.

Reklamy

8 thoughts on “Dlaczego warto pojechać samemu nad morze w pochmurny dzień (nawet, jeśli zmarzniesz*)?

  1. Przeczytałam już wczoraj, ale padałam na dziób więc komentuję dopiero teraz. 🙂 Bardzo mi był potrzebny ten wpis i bardzo mi się podobał – ale to jak zawsze. U nas jak wyjazd nad morze to właśnie z paczką znajomych, w upalny dzień, za parawan z piwkiem i foto w bikini na Instagram. Tak, jakby to był kolejny park rozrywki. Nie twierdzę, że to złe, ale czasem warto inaczej, a Ty przypominasz, że to morze to przede wszystkim potężna natura. Z naturą warto czasem spotkać się samotnie. Kiedy byłam dzieckiem zawsze uciekałam pomyśleć albo się uspokoić nad rzekę – zazdroszczę Ci, że masz morze tak blisko rodzinnego domu. 🙂

    P.S. Noisli jest super! 🙂

    Polubienie

      1. W „Mikrowyprawach” jest to wyjaśnione, ale nie zdradzę, w jaki sposób bo mówiłaś, że chcesz ją przeczytać.

        Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s